Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 098 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Długo już.

poniedziałek, 07 maja 2012 17:36

Milczy mi się, oktutnie milczy

Słowa się obruciły i wysypały

usta w spierzchnieciu pękły

...


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Długo...

poniedziałek, 31 maja 2010 23:02

Objawienie sadownika

 

Jesteśmy cierniem rozpusty rwącym w tors świata

Eolitem dziejów powszednich dni, nim  łamiemy skronie

 

Proroczy sen wielkich i wskazanych fraz z murów

Bezsilnie obumierających kamienic tekstylnego miasta

 

Wszystkie słowa upadłe na bruk plugawy i parszywy

Wszystka na dnie myśli we mnie Epikura, lichy dogmat

 

Pożoga i strapiona duma równań konieczności uprawy

świadomego  ogrodu sumienia, bez trzepotu znaczeń

 

 

Kukułka, czuje niebywałą chęć na tego cukierka. Ponadto paralaksa, ręce nieużyteczne i zraza, odrętwienie. Co należy wybierać w obliczu złogu wszystkiego w około, może wojna. Tylko bić się nie ma z kim. Prócz samego siebie.


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Potop centusiów

wtorek, 18 maja 2010 17:55

Drganie

Czas oglądać z za szyb tramwaju

choć na moment skryte w cieniu miasto

Kiedy przyszło tak chwiejnie tu stać

Joakoś skrzypliwie drgają palce na metalu

Spokojnie murszeją  kamieniczne gesty

Następny przystanek, ulotne widmo


Zstąpienie

Majowy obraz rozmydlił obraz ulic

Jakoś tak złocieniem się zarzuciło

I rwie się suknia ślubna w plecaku

Jakby w  radosnym zagalopowaniu

Pęka płótno obrazu w złotej ramie

Nadchodzi czas powrotu do jaźni


Sens

Te cmentarze w koło

Umajone kwiatami

Bez żadnych pytań

Myśli i odpowiedzi


Potop, nareszcie. Zgniją pusto grody, bezczelne koniunktury. Utopie się w bezkresie bieli ścian. A może? Nie zrobię tej satysfakcji upodlonym. Urwę po jednej nodze każdemu kłamstwu jakie mnie spotkało i popchnę do Wisełki. A cóż mi szkodzi, przecież i tak przemoczyłem wszystko co mam i śmierć też niestraszna. Aby tylko wyzbyć świat od traumy paralelizmu oszustów.


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Czysta elegia kontra Genesis przypadków.

wtorek, 30 marca 2010 23:06

Patrystyk

Gdyby blask słońca odbity w szybach zdołał

Dogonić myśli pokornych służebnic czasu

Zasmakowalibyśmy potoku rozdartych drzew

Mojrom lali wino i kadzidłem plątali powietrze

Kosze ciężkie od lilii nieśli na złóg drugiej z planet

Zawieszeni w tkance modusów nowego świata

 

 

 

 

Ile można zmienić kiedy deterministyczne zachcianki snują po powiekach szlachetne rysy. Rozwija się kolejny niby kwiat wiosny, a raczej pytanie gdzie Mojry? Co z chwała bytu i duszą w obrazach, kolejny artykuł profanujący moje oczy padł na mnie. Bielmo się rzuciło i przeniosło na pozostałe receptory, jakoby nowotwór. Na dodatek to skłębione społeczeństwo na płaszczyźnie wielkości boiska, nie rozumiem. Raczej nie chce, dziś postanowiłem zostać w pustym pokoju, odetchnąć, wziąć głębszy oddech stęchlizny i zostać paranoicznym wielbicielem ciszy. Wracając do obrazów, wywiad, sławna rodzina i tworzenie dla zabawy. Rozminąłem się z tym jak z niespodzianką na chodniku. Kult ekscesów na tle obsesyjnej terapii szoku. Ten trywializm niszczy twórczość i sprowadza ją do parteru, poziomu dalekiego metafizyce. W Prost do komercjalnego trendu karier zbudowanych na ów irrelewantności. Poniekąd Ja się w tym nie odnajdę chyba nigdy, robie swoje, ze złożonymi dłońmi spadam w bezdenna studnie pytań i zamyśleń. Dlatego dziś coś na pozór jak zwykle chaotycznego. A jednak antagonizmy mnie dopadły, znów   walam się po stronach dawnych dziejów i fantastyki. Wierze, że jest w tym nieracjonalnym szale odpowiedź. Przecież przeszłość dopiero nastąpi w słowach kolejnych pokoleń, więc co teraz? Jest protofuturyzm, który zdąża nieuchronnie do nowego tworu, wyposażonego w zbiór ułatwień sprowadzający go do poziomu hominidów. Skóra cierpnie, ale lekko sobie na to prycham, a świat sobie sam wytworze jako niezależne miejsce mojej nici życia.

Dobranoc Wergiliuszu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Po miedzy marmurem skroni wołają sen

niedziela, 28 lutego 2010 23:17

Szkwał

Opętał zmierz powiek drganie

Oddech rozpłatał żebra plątanie

W biegu rzewnego szału wstaje

Demon i opętanie spokoju dusz

Tylko dłoń na czole spokój niesie

Bóg jak deszcz twarz oplata...

 

Kaczmarski znów płynie w tle, Kraków w deszczu zbiera łzawe postronki  z nieba. Tak doskonale widzę i czuje zapach nocy, pełne tramwaje i niby ze złota kałuże. Wszyscy biegną jak opętani. Sięgając do kieszeni rozmarzam się by położyć się i zasłuchać w szumie tego szaleństwa... Muzyka miasta królów, niespokojna etiuda myśli tłumu. Dobranoc niebo chmurne nad głowami aniołów.


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Wici

wtorek, 23 lutego 2010 15:12

Przed ciszą

 

Ostatni sen, ten jedyny mój sen

Kiedy boso oddycham ziemią

Kiedy kaleczę się o własne dłonie

W moich butach poranek mnie wita

Ostatni sen, na palcach gra sznurem.

 

Powiedzcie

Co wam z tych dziesięciu piór

Kiedy macie torsy ołowiane

A nogi wasze od stóp z gliny

Wy ludzie na krawędzi myśli

Istoty z ziemi udające ptaki

 

Przedsmak

Przy krawędziach oddechów

Po policzkach pełnych wizji

 Płyną obrazy powabnych tkanin

Pod wargi zasklepione brzegami

Pełne nut i brzęku barwnego

Ponad wszystkim dusza zmysłu

 

Ponad ziemią coraz ochoczej brzmi słońce, spowija ciepłymi wiciami ziemię. Dzieje się coś czego zrozumienie było by błędem. Powstaje feniks z popiołu, kolejna wiosna otwiera się przede mną. Jak kobieta żyźnie pielęgnuje życie w niej zawarte, jak kobieta pachnie istnieniem. Do góry podnoszą się gałęzie drzew i niebawem wszystko się zmieni.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Po dość długiej przerwie…

środa, 10 lutego 2010 9:27

Ucieczka

 

Opasany klatką skroni wybiega na lód

Otula się gałęziami i w szale bosych stóp

Rzeka, kra, szybkie kroki i skok w szumnie

Dłonią odtrąca kipiel bosaków, podłe Brzegnie

Z głowy pełnej włosów i chrustu, wyciąga jaźń

Ociekając po ramionach i piersi spływa na postać

 

 

 

Wolny? Nigdy wolność nie będzie realna- determinizm znów odciska piętno? Nie! Wolność to myśl, pomysł i świadome zmienianie tego, jakim rozumie świat. Wszystko można zmienić, to wielka wolność. Największa z mocy, jakie posiada człowiek. Bogactwo? Oczywiście! Ale bogactwem nie powinien nikt się pysznić. Mnóstwo pracy od niedawna mnie czeka, coś zmienia się w moim życiu, zaczęło się! Już pora rozpocząć rozwój szaleństwa i nie straszy mnie marazm. Przyjaciele, są czuje ich obecność i nie tylko ich. W mętliku świata odnajduje nieskazitelny ład, rozumiem coraz więcej. Coraz więcej czuje, każdym palcem i oddechem, rozwijam się. I moje tym bogactwem się karmię, wyobraźni i mysli.

A pozostałe bogactwa nie są i nigdy nie będą powodami do chluby, raczej szczycenie się nimi jest żenujące i zawsze będzie w moich oczach dowodem słabości i braku taktu.

Siła, wolność i ucieczka w bogactwo to dobre bogactwo, zapraszam do tego wszystkich.

 

Jeśli chodzi o kwestie ogólnie rozumianego dostatku to:

 

Nigdy nie będę wstydził się ubóstwa, ale bogactwa zawsze.

 

 


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Sacrum profanum

środa, 06 stycznia 2010 21:14

Przebaczenie

 

Gdyby utoczył On z gwiazd prochu,

Kryształ odkupień wszelkiej winy,

Śmierć w najgłębszą rozpadlinę padnie.

Pośród rozpadlin licznych spieczonej ziemi,

A w pozostałych. Grzechów bezlik,

Na tym chleb rósłby, dla matek i synów.

Dzieci bez głodu, mimo grzechów,

Mimo grzechów licznych w dniach.

Niewinni, naiwnie się wybili,

W dłoniach korozja trawi świat...

 

Co tu gadać, zamydlone oczy wszystkie. Zwierzęta, tabor psów biegnących do miski z karmą, padliną z innych psów. Charty, kundle wszystko psy. Bez różnicy jakiejkolwiek, ogon cztery łapy i kły niby jak u wilka. Tylko różnica w wolności, w swobodnym istnieniu. Pies grzechy ma, człowiek go uczył jak je posiadać, bo są złośliwe, czasem podstępne. A wilk, wolny, nieskalany ludzką ręką, robi słuszne dla przetrwania, a nie dla wygody. Kryształ wybaczenia, tak jakby psu mówić, że może gryźć pana i nie jest, to złe. Jak człowiekowi mówić, ze walka o swoje... Trupy, ścielą szczeliny, jak Żydzi, Polacy i inni niegodni. Ale to nie wszyscy, są jeszcze poddani obojętności, półżywi, półmartwi i Ci, co wierzyli i ufali.

Cała reszta ckliwie chichocze, wieżą w kryształ, że naprawi ich życia z nich samych. Fałszywa interpretacja. Różnica niby leku, a drogowskazu. Pomyśl, to prosta analogia, prozaiczna do otoczenia. Ależ nie! W życiu nie ma grzechu, bo nawet w kryształ wasza niewiara płynie, a wina też będzie odkupiona... Niewiara... bezgrzeszność, wielkie odkupienie. Gangrena, bo życia się używa... A kamień czuwa... Pustka, tylko rozpadlina.

Nie wierze w odkupienie, bo sam chce, być tym kryształem, czystym i pełnym sacrum. Żył będę dalej, na przekór dążąc do...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Brzydota czyli sanktuarium iluzji przeszłości i przyszłości

czwartek, 17 grudnia 2009 20:17

 

 

Parzydło

Rzuciło licho niejakie na świat parzydło

Parzy raz herbaty z lotosu i wanilii, dwa kubki

Raz stopy śniegiem w zgorzel wykrzywia samotnym

Po białym pręgierzu toczy swoje ospałe kruki

Herbata niby jakaś inna, boski smak cykuty

Parzydło.

 

Zima, Krakowskie uliczki malowniczo okryły się błotem pośniegowym, na rynku bazaltowy bruk bardziej śliski niż kiedykolwiek wcześniej. Parze kolejną herbatę, już szósta dziś, woda zabija smak ziół i owoców. Wegetacja, twórcze apogeum i rozpusta próżności. W ciasnym pokoju, marszczę pościel wegetując. Parzydło obrzydliwe kłamie i trąca rzeczywistość swoją jadowitą macką. Prawda, ukradkiem wymykam się z jego uścisku, kiedy ciemno już i nikt nie patrzy, kiedy widzę jak oni żenująco się upodlają. Parzydło mami wszystkich głupich... Ja mądry? Raczej zbyt enigmatyczny i niepoukładany, parzydło mnie nie potrafi okiełznać i unicestwić. Praca, nie udało się mnie ubrać w garnitur  kazać uśmiechać się do ludzi, żeby wciskać kolejne artefakty ekonomii. Nie udało się upodlić i zepchnąć do dna, skazać na tułaczkę butelek itp. Jam jest chaos, niezliczona treść w pozornym nieładzie, niezniszczalny z powodu swojej losowości kolejnych personifikacji myśli, one mnie tworzą.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zobaczyłem Sodomę i Gomorę naszych czasów.

niedziela, 08 listopada 2009 16:30

Węże

 

Zawiłe wstęgi rozpust i próżności

Grzech pierworodny tej ziemi, Tej ziemi...

Plączą stopy sparaliżowanych w strachu

Otulonych dreszczem przeznaczenia

Upadają tylko Ci, którym zawaha się noga.

Bo słabość to siła, resztę należy deptać.

 

 

Byłem w tym waszym świecie, postanowiłem się na chwilę z nim spotkać. Kalekie drzewostany ma ten ogród, wszyscy tacy sami. Bez zasad, bez wyższych idei. Nic, pustka i próżność, pseudo frajda z pustego życia.

To był moje kolejne doświadczenie, z kanonu jak nisko potrafią upaść ludzie, patrzyłem wczoraj na nich, wszyscy dwu gębni, wszyscy odarci z godności i czego tylko w człowieku dobrego znajdę. Tam nie ma tego, nie ma nic. Ten tłum, szara masa z perspektywami na przeszłość. Przyszłość właśnie niszczą, wszyscy niszczymy. Beznadziejnie próbując się usprawiedliwiać, a niszczymy to, co cenne, własną godność. Taka giełda, co za ile zrobią, za ile się sprzedadzą. To nie kraj, to cały świat jest taki. Zaślimaczony palec, który udaje, że nie trawi go gangrena.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Milion słów w milczeniu i szeleście

sobota, 07 listopada 2009 8:33

A w liściu

 

W nim milion słów w milczeniu i szeleście

Drogich, kosztujących skrawek samego siebie

Nieco życia, nieco śmierci przecież zimno

Ojciec dąb kładzie powoli się do długiego snu

Jesień no i znów jest pusto, a w liściu myśl

 

 

 

Tak ktoś wygrabił liście, ja podszedłem do parkowego dębu i zerwałem najbardziej oświetlony liść. Pół jeszcze zielone, pół martwe. Ten znak, symbol wszystko tak oczywiście pasuje do tego świata. Tylko drzewa nie pasują do betonowych klatek. Za oknem milion ludzi, ale, po co mi wszyscy oni niby znajomi i niby przyjaciele. Po co mi niby miłości i wszystko właściwie na niby. No i ten dąb, ten liść, a w liściu myśl... Nosiłem liść w kieszeni, sam nie wiem po co od poniedziałku, nosiłem jak usychającą nadzieję, chyba musze odpocząć dobrze było by odpocząć od samego siebie. Odpocząć uda się tylko, że dopiero po śmierci.

Życie trwa, szanse przychodzą i odchodzą. Nie ma tylko odwagi żeby żyć naprawdę, dekalog mojej wyobraźni i moje zasady, sam je złamałem. Teraz wiem, „kto łamie własne zasady, ten nie ma żadnych" lub po prostu nie istnieje naprawdę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Kiedy noc utyka, kaleka...

piątek, 23 października 2009 22:51

Złudzenie

 

 

Oto zostało odpychające

Krnąbrnie pochłania myśli

Krępuje dłonie, spowija sznurem

Nie puszcza oblicz na ustach

Gangrena języka i duszy

Drugie spojrzenie na świat,

Spojrzenie na trykot westchnień

 

No właśnie, kolejny dzień. Kolejne dylematy interpersonalne degresje. Podupada możność ekspresji, nic ciekawego nie potrafię z siebie wykrzesać, jak zapalniczka bez kamienia. Niby działam, tylko jestem nie kompletny. Do kompletu, nie da się dokompletować tego co zgubione i tego co zostało. A może to szaruga, z za okna. Przeszklona dziura o wymiarach 1,5x3m, a może by tak 1,24 sekundy wolności. Za mało odwagi w człowieku, a może właściwe za dużo. Jutro, znów jutro wieczorem się wyłożę, jak talia kart na stół, puste karty. Tabula rasa, noc znika w błędzie powiek, utyka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Jesienne słońce kontra hipoteka

środa, 21 października 2009 18:23

Prawie człowiek

 

Tak twór z dwiema kamiennymi powiekami

Kładzie głowę na ziemi i zasnąć nie zdoła

Jego ciało pusty snop bez duszy i serca

To tylko kukła i strach, blaszany drwal

 

Coś ubywa, może kawałek mnie. Ciemność z zza okna dopada powoli, ale jak bardzo skutecznie. I nie ważne staje się wszystko, tylko ten sufit wciąga jak wir, spojrzenie jakby tępe. Czegoś brakuje, coś ucieka. Jakby mniej we mnie wszystkiego. Ale trochę zostało, złudzeń lub marzeń tracących swój pierwotny smak, coś mnie dopada. Bezszelestnie dusi. Mam tylko osiem pięter do ukojenia. Do niby ulgi, szczęścia? Siedzę tysiące ludzi, setki sąsiadów, a mimo wszystko samotnie. Czegoś brak, może domowego ciepła... Nadzieja, jutro jeszcze nie przyszło, więc jest nadzieja. Ona jedyna zostaje, ostatnia umiera. Od dawna kona na moich rękach, ucisk, oddech... i tak wskrzeszam i wskrzeszam. Bez końca, niby człowiek niby nadzieja. Wszystko pod zastaw, nic nie mam, czysty stan ducha, czasem nawet brak myśli.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Sztuka latania

piątek, 09 października 2009 14:06
Zaginiony

Dwie uschłe dłonie padły na głowę i ryją
Do kości, do kresu myśli i poznania
Sensu i esencji szukają, zaginionych dusz
Miedzy włosami z lnu i pędów jeżyny
Kalekie skronie człowieka na skrajach
Gdzie noga karą wędrowca za kroki
Gdzie ostatni łyk i kęs pełny trwogi

Szał, betonowa trumna domyka swoje wieko, policzyłem już chyba wszystkie gwoździe które ją okalają. Próba sił, próba wszystkiego. Nogi jakby mi odjęło, rozum chyba też. Przecież motek nici życia nie może być aż tak zaplątany. Zaginiony, jestem jak zaginiony. Ale szkoda, że taki, którego będą szukać. Mógłbym przepaść, tak bez śladu, gdzieś w świecie albo poza nim. Ale nie ma rady zęby zacisnąć choćby w pył je trzeba było zetrzeć, a już znów mnie bolą. Do przodu i upadać dalej, ale godnie. Studia, studia zabije czas wolny, zabije myśli. Pora szukać pracy i trwać jakoś...
Podziel się
oceń
0
2

komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Pobudzająca kawa, tak z rana.

czwartek, 24 września 2009 9:29

Ranki

 

Przychodzą kolejno słodkie, gorzkie poranki

Te szklanki, kubki, spodki i filiżanki

To tam czai się odrobina ciepła, słodycz cukru

I noc, która powoli umiera na łyżeczkach

 

 

 

Noce

 

Takie gorzkie niby księżycowe drgania

Kiedy z księgi gwiazd nie czyta nikt

Gdyby choć słowo padło pod stopy

Wszystko ubrane w blask i słodycz

Patrz i czytaj kiedy pobieleją Ci oczy

 

 

 

Zrozumiałem więcej niż potrafiłem kiedyś, jestem innym człowiekiem. Wszystko, co zabija i niszczy skłania do zmian. Co dobre, a co złe. W tym studium skupie się na człowieczeństwie, ale żeby podjąć rozterki musze iść, dalej przed siebie. Ile można się cofać, jak bardzo odskoczyć, gdzie biedź i jak upadać. Teraz wiem jak to ostatnie powinno się robić, z godnością winno się padać, choćby na twarz. Nikt nie daje mi łaski, nikogo nie proszę o nią. Sama może spłynąć na mnie, a ta decyzja w dłoniach Ojca. Teraz, trudna droga łaska i jednocześnie sprawdzian. Ale czym byłbym, gdyby poddawać się było mi pierwszą rzeczą, tchórzem i słabym półczłowiekiem. Ale nigdy głupkiem, który nie uczy się na błędach. Teraz wiem, co znaczy wierzyć, a znaczy to ufać, ufam w lepsze jutro. Dość już umierania, kiedy Zycie daje możliwość rodzenia dobra.

 

 

Dni

 

Ogień

Ogień

Żar na wodzie

Płynę szalupą

Utkaną z wiary

Nie pali

Nie pali

Nie parzy

 

 


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  48 375  

Pod dywanem:

Fotografie, grafiki, przemyślenia, wiersze i aforyzmy na czasie, czasie egzystencji i wzorców zachowań. prymitywizmu istoty ludzkiej. Istoty popadającej w błędne kręgi konsumpcji.

Więcej niż nic

Człowiek pełen utopijnych marzeń i brutalnie realny zarazem. Czyli enigmatyk.

Dla żądnych słowa

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl